© 2012

Złoty Środek Poezji

kontakt

Kutnowski Dom Kultury ul. Żółkiewskiego 4  99-302 Kutno

24 254 21 37, zlotysrodek@kdk.net.pl

organizator:

 

 

 

mecenat w latach 2005-2011 i 2013 :

patroni medialni dotychczasowych edycji Festiwalu :

Prezydent

Miasta Kutno

facebook

Stowarzyszenie

Pisarzy Polskich

patronat

honorowy:

 

 

Werdykt jury

X Ogólnopolskiego Konkursu Literackiego na najlepszy poetycki debiut książkowy roku 2013 – Złoty Środek Poezji Kutno 2014

 

Mecenas: Prezydent Miasta Kutno

Patronat Honorowy: Stowarzyszenie Pisarzy Polskich

Patronat: Dwumiesięcznik Literacki Topos i

Miesięcznik Odra

 

Jury w składzie:

Karol Maliszewski – przewodniczący

Krzysztof Kuczkowski

Wojciech Kudyba

po przeczytaniu 70 zgłoszonych na konkurs toników wierszy postanowiło przyznać następujące nagrody i wyróżnienia:

 

Szymon Słomczyński - I nagroda w wysokości 7 000,-zł  za tom wierszy „Nadjeżdża”  wydany przez Biuro Literackie Wrocław

 

Marta Kucharska -  II nagroda w wysokości 3 000,-zł za tom wierszy „Abisynia” wydany przez Zeszyty Poetyckie Gniezno  

 

Martyna Buliżańska - III nagroda w wysokości 2 000,-zł za tom wierszy „Moja jest ta ziemia”  wydany przez Biuro Literackie Wrocław

 

oraz cztery równorzędne wyróżnienia po 500,-zł każde:

Beata Kieras za tom wierszy „Lady Hiob otwiera usta” wydany przez Stowarzyszenie Literackie im. K.K. Baczyńskiego Łódź

Ewa Świąc za tom wierszy „Lekcja oddychania”  wydany przez Stowarzyszenie Literackie im. K.K. Baczyńskiego Łódź

Maciej Taranek za tom wierszy „Repetytorium” – wydany przez Hub Wydawniczy Rozdzielczość Chleba

Piotr Tomczak  za tom wierszy „Miłość, miłość, zapałki, książki i ikra”  wydany przez Mamiko Nowa Ruda

 

Wśród wstępnie nominowanych do nagrody przez poszczególnych jurorów znalazło się 17 książek. Są to, oprócz nagrodzonych i wyróżnionych, następujące tytuły (podane w kolejności alfabetycznej:

Kamil Brewiński, Clubbing, Hub Wydawniczy Rozdzielczość Chleba

Szymon Domagała-Jakuć, Hotel Jahwe, Dom Literatury w Łodzi

Łucja Dudzińska, Z mandragory, Stowarzyszenie Literackie im. K.K. Baczyńskiego Łódź

Seweryn Górczak, Konstytucja, Staromiejski Dom Kultury Warszawa

Urszula Kopeć-Zaborniak, Data ważności, Stowarzyszenie Salon Literacki Warszawa

Rafał Krause, Pamiętnik z powstania, Dom Literatury w Łodzi

Karolina Kułakowska, Puste muzea, Zaułek Wydawniczy Pomyłka Szczecin

Łukasz Kuźniar, Everyman, Fundacja Duży Format Warszawa

Agnieszka Marek, Wypuść mnie, wypuść, Miejski Dom Kultury w Radomsku

Małgorzata Skałbania, Naleciałości, Petit Lublin

 

 

 

 

W Kutnie – między wierszami (notatki z o. o.) 

 

 

          To jest w wirtualnych obradach najciekawsza chwila, gdy wreszcie każdy z jurorów przedstawia swoich dziesięciu wybrańców. W tym roku dziesiątki jurorów różniły się nieznacznie, a na koniec matka matematyka urządziła wielkie pojednanie. Wspomnę tylko dla spokoju sumienia, że w mojej wysoko stały książki Szymona Domagały Jakucia i Kamila Brewińskiego, raczej niezauważone przez pozostałych dwóch jurorów, czego efektem końcowym była taka a nie  inna punktacja. Zostawmy punkty, porozmawiajmy przez chwilę o poezji. Myślę, że 2013 był dobrym dla niej rokiem, bogatym w oryginalne, zastanawiające debiuty. I nie ma w nich sztampy, pisania pod jeden przyjęty wzorzec. Doznałem uczucia, jakby wielka matryca Świetlicko-Sosnowska (niepobożne życzenia?) rozpłynęła się, przestała ważyć, narzucać, trzymać za gardło i język. Właśnie, język...

Język się Słomczyńskiemu użycza, a my patrzymy z dużym zainteresowaniem na to, co z użyczanego potrafi artysta wydobyć, by z kolei nam użyczyć. Spektakl trwa, a właściwie kilka spektakli jednocześnie. Raz język jest sceną, to znowu tylko kurtyną, innym razem schodzi między rzędy na widownię, by za chwilę odnaleźć się za kulisami. Moim zdaniem, aluzji do garderoby (języka w garderobie, garderoby języka) też nie brakuje. Dlatego ta poezja jest tak wielostronnie ciekawa i nie do końca zabawna. Spektakl pod tytułem „mimesis” przyciąga zrazu tylko tych, którzy dybią – jak to się mówi – na kawałki mięsa w zupie. I nie zawiodą się, usatysfakcjonowani rozlicznymi aluzjami do współczesności aż nadto współczesnej i rzeczywistości po królewsku rzeczywistej. Spektakl zatytułowany „techne” zaleca się zaś tym, którzy wpatrzeni w „wysokie obroty” języka nic poza nim zdają się nie widzieć. I mam nadzieję, że widzą, z jakim mistrzostwem mamy do czynienia. Wyznawcy wagi przesłania, poszukiwacze „idei” też natkną się na niejedną, zgrabnie podaną, nie do końca przeżutą, a więc gorącą, jątrząca, prowokującą do zaciekłej dyskusji. Smoleńsk, emigracja, Facebook, rozpacz, prostytucja, bezrobocie, opieka społeczna, seksualność, młodzieńcza bezideowość i pustka, Kresy, patriotyzm, alkoholizm – to pierwsze z brzegu rzucone hasła. Ale nie porzucone. Autor obrabia je czule i jadowicie. Fraza godna Brodskiego czy Barańczaka stara się to unieść, ale nie wiem, czy pogodzić. Raczej wykreować z tego ton własny.

Dla czytelnika to jest najwspanialsze – jak oni wydobywają już ten własny ton. Wiersze Marty Kucharskiej czytywałem od lat, ale dopiero teraz naprawdę mnie zajęły i to zajęcie należy rozumieć dosłownie. Zajęcie jest procesem udzielania się jednemu poecie siły języka i wyobraźni drugiego poety – tu opisującego doświadczenie scalania się z Abisynią, czymkolwiek by ona nie była, istotą, z którą pragnie się być, by coraz bardziej kochać, coraz bardziej czuć, rozumieć. Ekstatyczność tych wierszy przełamuje nadspodziewana trzeźwość, ironia, dojrzałość własnego tonu.

To jest najbardziej uderzające u naszych debiutantów – zrzucić  z ramion płaszcz po starszych siostrach i braciach. U Martyny Buliżańskiej „Ziemia jest moją” wtedy, gdy ją nazwę po swojemu. Historia poezji o tyle istnieje, o ile może mi się przydać w zerwaniu z ustalonym dyskursem, z liryką dziewczęcych wynurzeń. A więc tak naprawdę nigdy nie ma jakiejś „mojej ziemi”, a opowieść o niej tworzy się na gorąco z rozsianych, kalekich szczątków tyleż neurotycznych, co hermetycznych. Moje, własne, rdzenne zamienia się bez przerwy rolami z cudzym, cytowanym, implantowanym. Te palimpsesty budowane są wokół archetypicznej narracji kobiet, dziewczyn, matek, przyjaciółek, ciał i głosów przesuwających się w wielkim pochodzie, wzywających bohaterkę do zaistnienia w szeregu, z którego ta chce się wyrwać, „rozcierając ślady”.

„Silne kobiety przygotowane są do wyjścia” – a Beata Kieras w świetle niezwykle konsekwentnie skomponowanego tomu jawi się jako silna poetka, o określonej postawie, wypowiadająca się w wyraziście określonych rejestrach wrażliwości i języka. Opowiada siebie jako miejsce w czasie, w ciągu zdarzeń, nawarstwiającej się historii własnej, rodzinnej,  plemiennej. Faceci mają swojego zasuszonego staruszka, niech mu będzie nawet Cogito, kobiety mogą mieć tryskającą paradoksalną energią i kreatywnością Lady Hiob. Przygotowana do wyjścia już szuka drzwi.

I myślę jednocześnie o wierszach Ewy Świąc, i o tym, jak kobiecość szuka swojego wyrazu, jak jest niedocieczona, jaka to z niej najciemniejsza zagadka pod słońcem: „pod wodą kobiety szukają miejsca – musi być ciemne wyłożone suknem i mchem”. Podoba mi się, że Świąc nie robi z feminizmu wielkiego halo, że nie pisze pod dyktando Kristevej czy innej – po prostu doszukawszy się w sobie samej największych tajemnic, obsesji i fobii wciąż doskonali potrafiący im sprostać język.

I chyba najtrudniejszy w tym towarzystwie wiersz Macieja Taranka. Czym jest trudność w poezji, skoro ona sama w sobie nie jest zbyt łatwym i prostym użyciem języka? Może jest programową komplikacją w procesie porozumiewania się nadawcy z odbiorcą. Jeśli są poeci, którym doskwiera harmonijność tego porozumienia, to Taranek mógłby być przewodniczącym ich klubu. I to właśnie jest pociągające. Że nieraz rozmyślnie zostawia człowieka w szczerym polu, mówiąc, rób sobie, co chcesz. Myśl sobie, co chcesz. Tak właśnie żywioł liryczny zderza się z chłodem logiki (przypominam zdanie Roberta Rybickiego). Czy to już jakaś szkoła wrocławska? Myślcie sobie, co chcecie.

Nie znaczy to, że pozostali poeci – na jego tle – rażą dosłownością. W poezji czarno-białe schematy nie mają zastosowania. Dobrze to pokazują utwory Piotra Tomczaka. W pierwszej chwili jasne, proste, oczywiste, za moment te walory tracą. Okazuje się, że pod dobrze znanymi w języku polskim frazami kryje się coś jeszcze – podfrazy, zafrazy, zaśpiewy tajemnicy. Czytajcie, a je znajdziecie. Czytajcie między wierszami. Głębię tworzy sobie każdy sam. Płyciznę również. Na własny rachunek. Dlatego czytanie wierszy jeszcze mi się nie znudziło. 

 

Karol Maliszewski